Bartosz Pudełko – każdy inaczej definiuje sukces

Data wpisu

Znalazł się na zawodowym rozdrożu, miał poczucie zmęczenia i wypalenia. Odnalazł nową ścieżkę w pomaganiu innym. Wywiad z Bartkiem Pudełko.

Wielu osobom coaching kojarzy się z pustym gadaniem motywacyjnym, a ludzie którzy
się tym zajmują to zwykli naciągacze. Uczą jak realizować cele, osiągać sukces, a sami
jeszcze tego nie dokonali. Co o tym myślisz?


Myślę, że dobrze, że to pytanie pojawiło się na samym początku 😀 Często występuje
niezrozumienie różnić pomiędzy mówcą motywacyjnym (DO IT, TERAZ, TAK JEST!), a
coachem. Jeżeli trafiłeś do coacha, który gada więcej niż Klient (w coachingu mówimy
coachee) to znaczy, że słabo trafiłeś.
I rzeczywiście, zgadzam się, że każdy, kto uczy innych jak osiągnąć sukces – sam powinien
go mieć na swoim koncie. Pamiętajmy jednak, że każdy inaczej definiuje SUKCES. Dla
jednych to potężne sumy na koncie, dla innych szczęśliwy związek, a jeszcze innych
przestrzeń na regularną dbałość o swoje zdrowie i ciało. Czy Coach ma obowiązek być
specjalistą od każdej z tych płaszczyzn? Moim zdaniem nie.
Natomiast na pewno powinien być usatysfakcjonowany we wszystkich sferach życia, na
których mu zależy. To dla mnie dowód na to, że potrafi zarządzać swoim umysłem i
skutecznie wykorzystywać własne techniki, które dają sukces, na polu, na którym mu zależy.
Uprzedzając Twoje pytanie- Ja jestem bardzo szczęśliwy 😉 Mam wspaniałą, piękną i ambitną
partnerkę, cudowne dzieciaki, uwielbiam swoją pracę i mam takie dobra materialne, które
mnie bardzo satysfakcjonują.

Czym jest więc coaching?

W najprostszych słowach coaching jest relacją pomiędzy coachem a coachee, która polega
na rozmowie.
W trakcie tej rozmowy coach zadaje pytania lub proponuje ćwiczenia mające podstawy w
psychologii, NLP, neurobiologii i wielu innych. Celem tych pytań czy ćwiczeń jest wywołać u
Klienta autorefleksję nad procesami zachodzącymi „wewnątrz”, która pomoże zrozumieć
gdzie leży istota problemu lub co stoi na drodze do realizacji zamierzonego celu.
Coach w trakcie rozmowy aktywnie słucha klienta i jednocześnie obserwuje jego reakcje –
mowa ciała jest tu bardzo ważna, poza tym mimika, ton głosu, energia jaką emanuje Klient.
Widzisz, potęga coacha polega na tym, że w związku ze sprawą, z którą przychodzi do niego
coachee, nie ma on żadnego ładunku emocjonalnego. Co to oznacza? Że może na
“chłodno” podejść do danego problemu. To bardzo ułatwia wychwycenie u klienta
mechanizmów obronnych, które powodują, że coachee sam siebie blokuje przed
osiągnięciem danego celu. Mało tego, coach punktuje nieścisłości w wypowiedzi, pokazuje,
gdzie tak naprawdę tkwi problem prokrastynacji.
Wielokrotnie w mojej praktyce zdarzyło się, że w trakcie doprecyzowywania z coachee celu,
okazywało się, że… nastąpiła nagła zmiana celu. Że na przykład pierwotna potrzeba
akceptacji zbliżającego się macierzyństwa, okazywała się lękiem finansowym. Że chęć bycia
liderem w danej branży, była blokowana przez lęk przed oceną innych lub brakiem
asertywności i umiejętności stworzenia sobie przestrzeni do działania. Przykłady mógłbym
mnożyć. To co jednak chcę przekazać, to fakt, że te osoby, gdyby nie pomoc coacha
(zewnętrznego słuchacza) w życiu by nie wpadły na to, co tak naprawdę powinno być ich
celem.
Albo wyobraź sobie sytuację (hipotetyczną, ale pozwoli nieco lepiej zrozumieć zagadnienie):
przychodzi Klient do coacha z problemem polegającym na niemożności schudnięcia. Ma
plany treningowe, ma dietę, ma czas, ale nie może się faktycznie zmobilizować. W trakcie

rozmowy Klient wyjaśnia jego motywacje, jest spójny i logiczny. Ale co chwila rzuca słowa
„być jak paker” przybierając przy tym minę pogardy.
Bardzo często samo świadome zwrócenie klientowi uwagi, „hej, Twoja świadomość mówi –
chcę schudnąć i ładnie się wyrzeźbić – ale czy słyszysz, jak mówisz o ludziach, którzy
powinni być dla Ciebie inspiracją i ciężko pracują na swoje efekty? Czy w takim razie biorąc
pod uwagę Twoją postawę i podejście jesteś pewien, że tego chcesz?” Pojawia się
niespójność i bardzo często samo jej zauważenie i zwrócenie uwagi Klientowi daje ogromne
efekty.
Warto też wyjaśnić, że coaching nie jest psychoterapią ani szkoleniem. Najogólniej przyjmuje
się, że psychoterapia zajmuje się przeszłością i co ona wniosła w życie pacjenta. W
coachingu zajmujemy się przyszłością – określamy cel i działanie, żeby go zrealizować.
Jedyne, co wyciągamy z przeszłości, to ZASOBY coachee (czyli mocne strony), które może
wykorzystać w dążeniu do osiągnięcia celu. Coaching nie jest też szkoleniem, ponieważ w
trakcie sesji coachingowej coach nie uczy. Pozostawia przestrzeń i daje narzędzia, mające
pomóc coachee odnaleźć NAJLEPSZĄ DLA SIEBIE drogę. W coachingu nie ma miejsca na
“doradztwo”. Rozwiązania które są dobre i skuteczne u osoby X, mogą nie przynosić
żadnych korzystnych rezultatów u osoby Y. To coachee wie, co przy jego zasobach,
planach, możliwościach, sytuacji rodzinnej, itp. będzie najlepsze.
Coach stymuluje myślenie, poddaje pod wątpliwość rozwiązania, ale wszystko w dobrej
wierze. To trochę tak, jakbyś próbował przekonać mnie do tego, że Twoja koncepcja jest
jedynie słuszna. Większość ludzi wchodzi w pozycję oporu kiedy druga osoba coś narzuca.
Ja z kolei pomagam Ci odkryć i wydobyć to, co w Tobie najlepsze i przede wszystkim to, co
sprawi, że osiągniesz swój cel.
W tym miejscu muszę nadmienić, że poza współpracą stricte coachingową, którą opisuję
powyżej, prowadzę także spotkania trenerskie, w trakcie których jestem proszony aby łączyć
techniki coachingowe z przekazywaniem posiadanej przeze mnie wiedzy, np. z zakresu
mechanizmów perswazji, psychologicznych mechanizmów obronnych pomagających w
asertywności itp., ale to zupełnie inna “para kaloszy”. W tym przypadku rzeczywiście dużo
mówię ja. 😉

Z jakimi problemami najczęściej przychodzą do ciebie ludzie?

Dużo osób przychodzi z problemem utrzymania się w postanowieniach, np. w celu zrzucenia
kilogramów czy z koniecznością podniesienia asertywności – akurat z tego powodu
przygotowałem cały program trenerski, w którym poza stricte coachingową relacją dokładam
nieco technik, które pomagają wypracować sobie mechanizmy asertywności – czyli
nawiązując do wcześniejszego pytania, wchodzę nieco w rolę trenera.
Przychodzą do mnie także przedsiębiorcy i managerowie. Na przykład Klientka, która ma
niebawem przejąć nowy zespół i pracujemy nad tym jak najlepiej może się do tego
przygotować.
Jak widzisz moimi Klientami są zarówno osoby z celami z życia prywatnego jak i z obszaru
zawodowego.
To co łączy ich wszystkich to świadomość – wiedzą czego chcą i mają chęć do działania.

Trenerzy personalni często borykają się z problemem braku czasu. Prowadzą treningi
wiele godzin dziennie, często również w weekend. Czują się przemęczeni i tracą chęci do
pracy. Co możesz im poradzić?

Najchętniej z każdym z Trenerów, których wspominasz spotkałbym się osobiście i
porozmawiał, żeby ustalić co ją / jego napędza do działania, jakie bariery stoją na ich drodze
i jaki jest ich faktyczny, głęboki cel. I na tym bym budował.
Ale na potrzeby tej rozmowy: zastanowiłbym się po co robisz, to co robisz? Jaka jest w tym
intencja i dalszy cel. Co sprawia, że przekładasz trening z klientem nad swój wolny czas czy
potrzebę regeneracji? Czy jest to wyłącznie potrzeba finansowa, czy może Twój
podopieczny startuje za chwilę w zawodach i każdy dzień treningowy jest dla niego ważny, a
Ty chcesz osiągnąć sukces razem z nim?
Jeżeli jesteś trenerem personalnym, bo nic na świecie tak Cię nie kręci jak praca z ludźmi,
tyle ile się da – to nic nie zmieniaj i to rób dalej.
Jeżeli jednak chcesz zredukować ilość godzin pracy (a zachować te same przychody) opcje
widzę dwie:
a) model, w którym ktoś „pracuje na Ciebie”,
b) praca samemu, ale zwiększenie stawki za godzinę pracy
c) stworzenie dodatkowego produktu, który możesz sprzedawać, tworząc dochód pasywny,
np. ebooka, elearning itp. Chodzi o mechanizm, w którym jednorazowo wykonana praca
zwraca się przez dłuższy czas – jestem pewien, że wiadomo o co chodzi.
Opcja a) to długa historia, która wymaga wielu czynników, które muszą zagrać jednocześnie.
W opcji b) myślę, że kluczem jest wąska specjalizacja możliwie najmniej obłożona. Na
przykład Tim Grover – ten gość w zasadzie jest trenerem personalnym, ale ukierunkował się
stricte na sportowców czy nawet koszykarzy, dzięki czemu niewielu jest takich specjalistów w
tej dziedzinie jak on, co z kolei pozwoliło mu na współpracowę z Michaelem Jordanem czy
Kobem Bryantem. Czyli znalezienie niezagospodarowanej niszy i wejście w nią.
To podejście wizjonerskie, a w praktyce: proponuję przeanalizować swój tydzień pracy (i
przychody z niego) w kontekście zasady 80/20. Kilka książek w tym temacie już powstało,
bardzo je polecam. W skrócie, istnieje teoria, która mówi, że 80% Twoich przychodów jest
generowanych przez jedynie 20% klientów. Jeżeli u Ciebie ta teoria się sprawdza, to w takim
razie dobrym pomysłem może być pozbycie się ze swojego portfela tych klientów, którzy
przynoszą Ci jedynie 20% kasy. Dzięki temu znajdziesz czas na działania, które doprowadzą
Cię do wspomnianej specjalizacji, albo dadzą przestrzeń na działania marketingowe
podnoszące Twoją rozpoznawalność i tym samym umożliwiającą podniesienie stawki za
godzinę (skoro popyt rośnie w wyniku działań marketingowych, a podaż jest bez zmian to
cena ma prawo pójść w górę).

Jeśli czujemy, że nie ogarniamy wszystkich obowiązków, ilość rzeczy do zrobienia w
ciągu dnia nas przytłacza to co możemy zrobić na początek aby rozwiązać ten problem?

Delegować. W tym celu proponuję wziąć kartkę papieru i wypisać wszystko co robisz w ciągu
dnia. Ale totalnie wszystko od momentu kiedy zadzwoni budzik do momentu kiedy gasisz
światło i idziesz spać.
Potem zastanów się co z tego możesz komuś przekazać. W dzisiejszych czasach
zatrudnienie zdalnej asystentki rozliczanej na godziny, czy pomocy w tworzeniu treści na
social media, czy nawet zrobienie zakupów przez apkę w telefonie pozwoli Ci oszczędzić
kilkadziesiąt minut jak nie kilka godzin w tygodniu.

Dalej już pozostaje pytanie co zrobisz z wolnym czasem. Czy wykorzystasz na rozwój siebie
czy „zawalisz się” czymś innym – ale to już kolejny etap rozważań.

Wielu trenerów personalnych zastanawia się co wybrać, etat czy własna działalność?
Czym według ciebie powinna się charakteryzować osoba, która chce prowadzić własną
firmę?

Przede wszystkim zamiłowaniem do sportów ekstremalnych! 😀 (wiesz, mam na myśli ten
mem gdzie dziewczyna mówi do chłopaka, “wiesz interesują mnie tylko faceci, którzy
uprawiają sporty ekstremalne”, a on jej odpowiada “prowadzę firmę w Polsce” i ona od razu
wpada mu w ramiona).
A tak na poważnie, uważam, że potrzeba jest dużo determinacji i czasu. O tym ostatnim
wielu zapomina, a przecież markę buduje się latami. 
Dlatego zadałbym sobie pytanie czy będąc świeżo po kursach bez zbudowanej
rozpoznawalności i doświadczenia lepszym pomysłem nie jest pójście w stronę etatu, czy
innej formy podpięcia się pod kogoś „większego”, ale z intencją, że powiedzmy za rok czy 2
lata idę na swoje.
A w międzyczasie dzień i noc budowałbym:

  • markę,
  • kapitał,
  • doświadczenie,
  • wiedzę

Swoją drogą będzie to dobry test determinacji. Czy mając “ciepłą” posadkę masz ikrę żeby
zasuwać bez przerwy? Bo jak pójdziesz na swoje innej opcji nie będzie.

Skąd u ciebie wziął się pomysł aby iść w tę stronę? W stronę coachingu.

Jakiś czas temu znalazłem się na zawodowym rozdrożu. Czułem, że w tym co aktualnie
robiłem jestem już mocno zmęczony, bez zapału. Wiedziałem też, że posiadam cechy, dzięki
którym ludzie chętnie mi się zwierzają, chcą rozmawiać i często zasięgają porady. Tematyką
szeroko pojętego rozwoju osobistego interesowałem się od wielu lat. I właśnie stojąc na
rozdrożu sam poszedłem do coacha. 
Sesja i przeprowadzone badania (jak na przykład test osobowości gallupa – bardzo polecam,
wiedza o swoich mocnych i słabych cechach osobowości pozwala zrozumieć wiele z
naszego zachowania) wykazały, że w skrócie moje cechy charakteru predysponują mnie do
przewodzenia i pomagania ludziom. Dalej to już kwestia rozeznania w jakiej formie to robić,
ale w tym też pomógł mi coach.
W ten sposób sam wszedłem na ścieżkę coachingu i trenerstwa. 
Artur, nie wiem czy w Twojej karierze zdarzył się taki moment kiedy poczułeś, że nie wiesz
co dalej. Że to co robisz od kilku lat nie przynosi radości i jest bez perspektywy – ja właśnie
tak miałem. Ale jeżeli u Ciebie też tak było to jestem pewien, że wiesz jak uskrzydlające i
ładujące świetną, pozytywną energią jest odnalezienie nowej ścieżki. 

Coaching nie zawsze jest prosty (mam na myśli z punktu widzenia Klienta). Zdarzają się
wśród Klientów momenty nerwowe, niekiedy z agresją czy łzami albo odkryciami, które bolą.
Ale liczy się to, że finalnie moi Klienci przechodzą zmianę, która pozwala ruszyć z zastoju.
Tak właśnie było ze mną. Ruszyłem z zastoju i idę do przodu pełną parą! A na dodatek
pomagam innym. Niewiele jest zawodów, które dają takie połączenie.

Mam wrażenie, że ludzie źle odbierają coaching bo często nie ma tam podawanych
konkretów. Dużo się mówi o realizacji celów, motywacji, ale z mojej perspektywy chciałbym
wiedzieć jaki cel konkretnie mogę zrealizować. Co ty zrobisz aby mnie przeprowadzić z
punktu A do punktu B. Co się wtedy wydarzy?

Cel wybierasz Ty. I ja go z Tobą “biorę na warsztat” o ile jest to coś co jest możliwe do
zrealizowania i jest w Twojej sprawczości. To bardzo ważne, żeby cel był zależny od Ciebie.
Raz odmówiłem Klientce współpracy, bo chciała ze mną pracować nad wyciągnięciem męża
z alkoholizmu. Po pierwsze – jest to coś, na co Ona nie ma wpływu. Po drugie – to już
podlega pod terapię – ja się tego nie podejmuję.
Co więcej mam wrażenie, że pytasz o pewien schemat. O jakąś procedurę, którą uruchomię
nawiązując z Tobą współpracę. 
Takiego schematu Ci nie dam, bo… takiego nie ma. Nie dam Ci gotowych rozwiązań. Co
więcej nie zagwarantuję Ci nawet, że w trakcie współpracy ze mną na koniec osiągniesz “B”,
bo sam możesz po drodze uznać, że wolisz nowe “C”, które przyjdzie Ci do głowy – tak się
zdarza. 
Przykład: Klientka, z którą współpracowałem zgłosiła się z prośbą o pomoc w znalezieniu
nowej pracy. Nasze sesje pozwoliły jej uświadomić sobie, że chce zmienić pracę, bo
wszyscy dookoła nakładają jej swoje obowiązki na głowę i zmiana pracy nie jest
rozwiązaniem dopóki nie nauczy się asertywności. W ten sposób będzie mogła realizować
swoje obowiązki, które nałożył na nią pracodawca. W efekcie, Klientka ćwiczyła asertywność
i została w pracy, którą (jak sama stwierdziła) de facto lubi. A od kiedy zaczęła wywiązywać
się ze swoich zadań, bo nie brała na siebie “roboty” innych, pracodawca to zauważył i
odpowiednio nagrodził.
Jak widzisz, Klientka chciała zmiany pracy, choć w efekcie zupełnie co innego było jej
potrzebne.


To, co na pewno nastąpi, to:

  1. Zadam Ci dużo pytań. Większość z nich będzie z intencją wyrwania Ciebie z
    mentalnej strefy komfortu i sprowokowania do spojrzenia na siebie z zupełnie innej
    perspektywy. Jeżeli będziesz się opierał i zauważę, że nie jesteś ze mną i sobą
    szczery, zadam Ci ich jeszcze więcej i na dodatek mogę nie być uprzejmy. Za to
    gwarantuję, że robię to tylko i wyłącznie po to, żebyś rozszerzył perspektywę
    widzenia. Coach jest ZAWSZE po Twojej stronie. Intencja każdego pytania (także
    tych niewygodnych) jest dobra i ma Ci pomóc.
  2. Niekiedy widząc, że tego potrzebujesz opowiem Ci o jakimś mechanizmie
    psychologicznym. Często sama świadomość działania mechanizmów pozwala nad
    nimi zapanować. Często jest to potrzebne.
  3. Będę proponował Ci różne ćwiczenia. One także będą miały na celu dać Ci
    możliwość spojrzenia na siebie i swój problem z innej strony. Czasem będziesz
    mazał po lustrze markerami, a czasem chodził po kartkach rozłożonych po
    podłodze. Coaching cechuje zaufanie. Ja ufam, że dajesz z siebie 100%, Ty ufaj,
    że nawet najdziwniej wyglądające ćwiczenie, które Ci proponuje, ma sens.
  4. Wszystko co się dzieje w trakcie sesji jest objęte tajemnicą i pozostaje jedynie
    między nami.

W czym się specjalizujesz?

Specjalizuję się we współpracy z przedsiębiorcami, managerami oraz (z racji tego, że moja
partnerka jest dietetykiem i także trenerem) wspieram też jej klientów w osiąganiu celów.
Sam wywodzę się z korporacji, na dodatek mam swoją firmę, a także borykałem się ze 115
kilogramami masy (ale tłuszczowej) więc operuję na tym samym poziomie energetycznym,
co Ci Klienci. 
Poza tym, moje dotychczasowe obserwacje wykazują, że tacy Klienci są bardzo
zaangażowani. Dla nich niekiedy to “być albo nie być” ich firmy czy ich kariery w organizacji.
To z kolei oznacza, że sesje są pełne emocji, a najlepsze efekty przynosi praca właśnie na
emocjach, gdyż to one w większości nami sterują i motywują nasze decyzje.

Twoje przesłanie na koniec do czytelników.

Moim mottem od dłuższego czasu (z racji znajomości działania ludzkiego umysłu i
umiejętności jego programowania) stało się powiedzenie “#Kreujesz więc #kreuj”. To
przesłanie, które mówi o tym, że każdy mam możliwość tworzenia swojego życia po
swojemu, za pomocą odpowiedniej stymulacji i treningu naszego umysłu. A skoro tak jest to
należy z tego korzystać. Dlatego właśnie pamiętaj: #Kreujesz więc #kreuj.

Ogromne dzięki dla Ciebie za to że mogłem wziąć udział w tym wywiadzie. Gdybyś Ty czy
Twoi czytelnicy mieli jeszcze jakieś pytania śmiało do mnie piszcie na fb: Bartosz Pudełko
lub na ig: bartekpudelko


Powodzenia w realizacji Waszych celów!


Polecam Ci również:

Więcej
artykułów